Archiwum

Archive for Listopad 2012

Trefl wygrywa w EuroCup

Listopad 29, 2012 Dodaj komentarz

Sopocianie zwyciężyli po emocjonującym spotkaniu w którym przegrywali już nawet 19 punktami 77-67, udanie rewanżując się za porażkę po dogrywce w ubiegłym sezonie z BC Donieck.

 

Spokój Lorinzy Harringtona, nieoczekiwana zagrania Sime Spralji, skuteczność Marcina Stefańskiego przyczyniły się w dużym stopniu do pierwszej wygranej w czwartym meczu w EuroCup. Najlepszym strzelcem sopocian okazał się Filip Dylewicz zdobywając 20 punktów.

Bardzo potrzebne nam było to zwycięstwo, ostatnio działo się bardzo dużo rzecz wokół drużyny. Dzięki zwycięstwu będziemy mogli skupić się głównie na grze a nie wszystkich innych rzeczach – stwierdził trener Trefl Mariusz Niedbalski.

Przed meczem faktycznie można było wyczuć nieco niespokojną atmosferę związaną nie tylko z ostatnimi nieudanymi meczami sopocian – przegrane w Słupsku, Doniecku oraz Włocławku, ale także w związku z pojawiającymi się głosami o zaległościach w płatnościach w drużynie Trefla, czego między innymi efektem była wczorajsza informacja o negocjacjach kapitana Filipa Dylewicza z drużyną Stelmetu Zielona Góra. Długie fragmenty spotkania, które oglądało zaledwie 1600 kibiców w Ergo Arenie jednak pozwoliły nieco zapomnieć o wydarzeniach z ostatnich dwóch tygodni.

Graliśmy dobrze w dwóch kwartach po których prowadziliśmy wyraźnie. W dwóch pozostałych nie graliśmy jednak naszej gry, popełnialiśmy dużo błędów w ataku, pozwoliliśmy przeciwnikom zdobyć dużo punktów z kontrataku, było dużo rzeczy drobnych i większych które wpłynęły na taki wynik – powiedział po meczu trener gości Josep Maria Berrocal.

Pierwsza kwarta środowego spotkania z BC Donieck, zaczęła się podobnie jak pierwsze spotkanie pucharowe w Ergo Arenie z zespołem ze Stambułu. Punkty zdobywali rywale, wśród których nie było sposobu na doświadczonego Songalię. Tak samo jak trzy tygodnie wcześniej kapitan Trefla Dylewicz. Po sześciu minutach jednak ciągle prowadzili Ukraińcy (6:17). Dopiero zmiany trenera Niedbalskiego (pojawienie się na parkiecie Spralji, Stefańskiego i Harringtona) wniosły nieco ożywienia na parkiet. Amerykański rozgrywający pokazał kolejny raz, że wydaje się dobrą alternatywą dla swojego rozbieganego rodaka – przynajmniej w europejskich pucharach. Spokój i przyspieszanie tempa w najbardziej odpowiednim momencie czyli po zbiórce, kiedy nadarzała się okazja do kontrataku, przyniosło dobre efekty czyli kolejnych 13 punktów i ostatecznie wygraną kwartę 20-17. Warto zauważyć ożywienie oraz różnorodność wniósł do gry Spralja. Chorwat nie tylko oddał dwa rzuty z dystansu (jeden trafił), ale zebrał piłkę na bronionej tablice oraz trafił z dwutaktu po wejściu pod kosz, co zdarza mu się bardzo rzadko.

W drugiej kwarcie gra gospodarzy wyglądała całkiem udanie do momentu powrotu na parkiet podstawowych graczy. Z Dylewiczem, Loobym i Turnerem sopocianie stracili kolejne 11 punktów. Kolejne akcje i skuteczność z dystansu Ukraińców (w sumie osiem trójek w pierwszej połowie) pozwoliły im utrzymać przewagę i na 15 minutową przerwę schodzić prowadząc właśnie 11 punktami.

Były dwie części meczu, traciliśmy dużo punktów po akcjach pick and roll oraz podobnie jak w meczu z Anwilem po rzutach z dystansu z rogu boiska – ocenił Mariusz Niedbalski.

Na początku drugiej połowy trener sopocian nie zdecydował się na wystawienie zawodników z którymi gra jego zespołu wyglądała najlepiej. Efektem było powiększenie strat do rywali – maksymalnie do 19 punktów (34:53). Cierpliwość wobec podstawowego rozgrywającego przyniosła jednak skutek. Od stanu 34:53 z Turnerem na parkiecie sopocianie odrobili większość strat i doprowadzili do wyniku 51:56. Ciekawym rozwiązaniem okazała się także rezygnacja z środkowych i gra pod koszem z Dylewiczem oraz Stefańskim (nie tylko walecznym ale i wyjątkowo skutecznym w dzisiejszym meczu na linii rzutów wolnych – cztery trafienia na cztery próby).

Pokazaliśmy obie twarze naszej gry, tą dobrą i tę zło, niestety tej drugiej było więcej w drugiej połowie i przez to przegraliśmy – stwierdził szkoleniowiec gości.

Pozostałe straty udało się odrobić już z Harringtonem na boisku. Do remisu doprowadził Zamojski trafiając dwukrotnie z dystansu w ciągu kilku sekund (po pierwszym rzucie Fisher faulował już po akcji Stefańskiego). Na nieco ponad dwie minuty przed końcem meczu przewaga sopocian urosła do siedmiu punktów. Ukraińcy nie potrafili jednak już odrobić tych strat, bez swojego największego atutu z pierwszej połowy – trafień z dystansu. Sopocianie z kolei skutecznie wykorzystywali rzuty wolne po faulach, a w samej końcówce po efektownych akcjach Dąbrowskiego i Zamojskiego powiększyli przewagę do 10 punktów odrabiając nawet wszystkie straty z ubiegłego tygodnia i meczu w Doniecku.

Potrzebowaliśmy tej wygranej, w szczególności po ciężkiej serii pięciu wyjazdów z rzędu. Wygraliśmy ponieważ byliśmy bardziej agresywni od rywali, chcieliśmy pokazać się z jak najlepszej strony i udało się – zakończył Marcin Stefański.

Reklamy
Kategorie:Uncategorized Tagi: ,

Galatasaray, Śląsk, Dexia

Listopad 8, 2012 Dodaj komentarz

Zaledwie krótki fragment drugiej kwarty meczu mógł dać nadzieję na to, że tegoroczny debiut sopocian w europejskich pucharach nie zakończy się pogromem. Wtedy prowadzeni przez Haringtona zawodnicy Trefla zagrali bardzo dobrze w obronie i walecznie w ataku – gdzie wyróżniał się Michalak.

W tym czasie udało się nawet zmniejszyć kilkunastopunktową stratę do zaledwie pięciu oczek. Niestety po zmianach trenera Atamana, powrocie na parkiet podstawowych graczy i reprymendzie dla zdekoncentrowanych rezerwowych przewaga Galatasarayu już tylko rosła i ostatecznie spotkanie zakończyło się zwycięstwem (pierwszym z wielu w tegorocznej edycji EuroCup) ekipy z Turcji 94:65.

 

Czy z czegoś można się cieszyć po pierwszej przegranej w Ergo Arenie?

Poza banałami typu: „zdobyli jakieś doświadczenie”, „wyciągną z tej porażki wnioski” można się cieszyć, że:

– trener Zan Tabak drugi raz z rzędu daje nieco więcej szans i zaufania Michałowi Michalakowi, mając świadomość co do jego sporych braków w obronie,

– Filip Dylewicz potrafi się ciągle zebrać i mając dobry dzień trafiać z dystansu – dziś trafił swoje pierwsze cztery rzuty zza linii 6,75 m,

– Lorinza Harington, którego dobrą grę sprzed trzech sezonów w Prokomie zdecydowanie przyćmiły ostatnie dwa sezony i niezapomniane pudła w Treflu czy ogromną nieporadność w Anwilu, przypomniał o sobie i o tym, że potrafi skutecznie wnieść nieco spokoju na parkiet – z korzyścią dla drużyny.

 

A poza tym? Zawsze lepiej wygląda gdy halę Trefla odczaruje Laković, Hawkins, N’Dong, Gordon, Arslan, Domercant (choćby zmagał się z kontuzją i drugą połowę musiał przesiedzieć w dresie na ławce rezerwowych) i reszta byłych euroligowców ze Stambułu niż może i waleczny ale jednak ‚tylko’ Śląsk Wrocław. No i przegrana z Galatasarayem mimo, że zdecydowanie wyższa nie jest raczej tak bolesna (bo oczekiwana) co porażka z Dexią Mons-Hainaut, z którą Trefl miał wygrać i odrobić trzy punkty straty, a uległ kilkunastoma punktami w meczu pucharu EuroChallenge dwa sezony temu 😉

Kategorie:Uncategorized Tagi:

Filip Dylewicz po meczu z Turowem

Listopad 4, 2012 Dodaj komentarz

– Wiedzieliśmy co robi najlepiej, czego unikać i czego się strzec – mówi o swoje rywalizacji z Aaronem Celem w wygranym 80:76 meczu z PGE Turowem, kapitan Trefla Sopot Filip Dylewicz.

 

Piotr Ciszek: Dziś rywalizował Pan z najlepszym zawodnikiem pierwszego miesiąca TBL, czy specjalnie przygotowywał się Pan do rywalizacji z Aaronem Celem, czy zespół Trefla specjalnie przygotowywał się w obronie przeciwko temu zawodnikowi?

Filip Dylewicz: Nie, dla mnie rywalem była cała drużyna Turowa, bez względu na to jak prezentuje się Aaron Cel, choć trzeba przyznać, że dotychczas gra bardzo dobrze. Wiedzieliśmy, że to jest jeden z wielu zawodników, którzy są niebezpieczni. Niemniej wiedzieliśmy co robi najlepiej, czego unikać i czego się strzec. W pewnym stopniu udało się to zrealizować, mimo niezbyt udanego meczu.

Czy patrząc na grę Cela można było się spodziewać, że ten zawodnik poczyni taki postęp? Czy może widać tutaj „rękę” trenera Rajkovića?

– Ciężko powiedzieć i ciężko wnioskować by trener Rajković w ciągu trzech miesięcy tak diametralnie zmienił postawę jednego gracza. Myślę, że Aaron po prostu lepiej czuje się grając dla obecnego trenera niż pod skrzydłami trenera Winnickiego. Widać, że ma większą pewność siebie, gra często 1 na 1, do tego jest bardzo agresywny w walce o zbiórki i rzeczywiście spełnia się w drużynie Turowa.

Grając w dzisiejszym meczu czuł się Pan bardziej, że gra przeciwko drużynie Turowa czy być może przeciwko zespołowi Śląska Wrocław z ubiegłego sezonu?

– Zeszły rok był zeszłym rokiem, jednak na pewno myśl trenera została wdrożona. Nie myślę by trener zmienił diametralnie swoje pomysły zmieniając barwy klubowe. Wiedzieliśmy, że to jest „przebiegły trener”, że będzie kombinował z obroną, będzie podwajał mnie pod koszem, gdzie ma przewagę. Dzisiaj było to widać, fajnie zespół ze Zgorzelca grał dzieląc się piłką, przez co był trudny do obrony.

Pierwsza połowa nie była najbardziej udana w Pana wykonaniu, pierwsze punkty zdobył Pan dopiero w 17 minucie gry.

– W każdym meczu w pierwszej połowie czy nawet w całym spotkaniu chciałbym rzucać 30 punktów, jednak nie zawsze tak się udaje. Dla mnie najważniejsze jest, co wiele razy powtarzałem, zwycięstwo i dobro drużyny. Dziś uruchomił się Frank Turner i Kurt Looby i fajnie to wszystko funkcjonowało. Nawet gdybym miał w tym meczu 0 punktów to nie robiłbym z tego wielkiego problemu.

Na przełomie trzeciej i czwartej kwarty kiedy rywale wyrównali wynik meczu kapitan Trefla jednak przypomniał o sobie.

– Miałem wtedy więcej zagrywek na siebie, dlatego też mogłem to wykorzystać. Na początku spotkania oddałem tylko dwa rzuty, w tym jeden wymuszony za trzy punkty. Wtedy inni gracze byli uruchomieni bo przynosiło to korzyści zespołowi. W drugiej połowie trener zauważył, że mam przewagę pod koszem i wykorzystywaliśmy tą sytuację.

Czy mógłby odnieść się Pan do słów trenera z konferencji prasowej który powiedział, że poza pierwszą kwartą i ostatnimi akcjami meczu zespół zagrał bardzo słabo zarówno w obronie dając ogrywać się bardzo często w akcjach 1 na 1, jak i w ataku gdzie rozgrywaliście akcje, których z wami na pewno nie ćwiczył na treningach?

– Trudno się nie zgodzić ze słowami trenera, ma na pewno dużo zastrzeżeń do tego spotkania. Rzeczywiście mieliśmy bardzo dużo problemów w obronie, rotacje nie zawsze wychodziły tak jak to trenujemy. To powodowało, że drużyna Turowa często wygrywała 1 na 1, jednak każdy rzut który oddawali był z zawodnikiem w defensywie i to przynosiło w miarę pożądany skutek. W ofensywie każdy chciał coś rzucić, czasami takie mecze przychodzą, teraz życzyłbym sobie by po takim słabszym meczu zagrać rewelacyjnie w środę.

W środę gracie pierwszy mecz w Euro Cup z Galatasarayem Stambuł, za wami zdane testy ze Stelmetem i Turowem. Czy już myśleliście już o tym rywalu?

– Przygotowujemy się z meczu na mecz. Na oglądanie kaset Galatasarayu przyjdzie czas w dniu jutrzejszym, kiedy wieczorem spotkamy się na treningu. Wtedy będzie czas by przeanalizować system gry drużyny ze Stambułu. Myślę, że to zupełnie inny poziom i będzie nam bardzo ciężko, jednak nie składamy broni, gramy u siebie. W Polsce pokazaliśmy, że w tym sezonie jesteśmy liczącym się zespołem. Teraz chciałbym bardzo by na arenie międzynarodowej zafunkcjonować całkiem przyzwoicie. Znamy swoją wartość i zrobimy wszystko by powalczyć.

Kategorie:Uncategorized Tagi: ,