Archiwum

Archiwum autora

Trefl wygrywa w EuroCup

Listopad 29, 2012 Dodaj komentarz

Sopocianie zwyciężyli po emocjonującym spotkaniu w którym przegrywali już nawet 19 punktami 77-67, udanie rewanżując się za porażkę po dogrywce w ubiegłym sezonie z BC Donieck.

 

Spokój Lorinzy Harringtona, nieoczekiwana zagrania Sime Spralji, skuteczność Marcina Stefańskiego przyczyniły się w dużym stopniu do pierwszej wygranej w czwartym meczu w EuroCup. Najlepszym strzelcem sopocian okazał się Filip Dylewicz zdobywając 20 punktów.

Bardzo potrzebne nam było to zwycięstwo, ostatnio działo się bardzo dużo rzecz wokół drużyny. Dzięki zwycięstwu będziemy mogli skupić się głównie na grze a nie wszystkich innych rzeczach – stwierdził trener Trefl Mariusz Niedbalski.

Przed meczem faktycznie można było wyczuć nieco niespokojną atmosferę związaną nie tylko z ostatnimi nieudanymi meczami sopocian – przegrane w Słupsku, Doniecku oraz Włocławku, ale także w związku z pojawiającymi się głosami o zaległościach w płatnościach w drużynie Trefla, czego między innymi efektem była wczorajsza informacja o negocjacjach kapitana Filipa Dylewicza z drużyną Stelmetu Zielona Góra. Długie fragmenty spotkania, które oglądało zaledwie 1600 kibiców w Ergo Arenie jednak pozwoliły nieco zapomnieć o wydarzeniach z ostatnich dwóch tygodni.

Graliśmy dobrze w dwóch kwartach po których prowadziliśmy wyraźnie. W dwóch pozostałych nie graliśmy jednak naszej gry, popełnialiśmy dużo błędów w ataku, pozwoliliśmy przeciwnikom zdobyć dużo punktów z kontrataku, było dużo rzeczy drobnych i większych które wpłynęły na taki wynik – powiedział po meczu trener gości Josep Maria Berrocal.

Pierwsza kwarta środowego spotkania z BC Donieck, zaczęła się podobnie jak pierwsze spotkanie pucharowe w Ergo Arenie z zespołem ze Stambułu. Punkty zdobywali rywale, wśród których nie było sposobu na doświadczonego Songalię. Tak samo jak trzy tygodnie wcześniej kapitan Trefla Dylewicz. Po sześciu minutach jednak ciągle prowadzili Ukraińcy (6:17). Dopiero zmiany trenera Niedbalskiego (pojawienie się na parkiecie Spralji, Stefańskiego i Harringtona) wniosły nieco ożywienia na parkiet. Amerykański rozgrywający pokazał kolejny raz, że wydaje się dobrą alternatywą dla swojego rozbieganego rodaka – przynajmniej w europejskich pucharach. Spokój i przyspieszanie tempa w najbardziej odpowiednim momencie czyli po zbiórce, kiedy nadarzała się okazja do kontrataku, przyniosło dobre efekty czyli kolejnych 13 punktów i ostatecznie wygraną kwartę 20-17. Warto zauważyć ożywienie oraz różnorodność wniósł do gry Spralja. Chorwat nie tylko oddał dwa rzuty z dystansu (jeden trafił), ale zebrał piłkę na bronionej tablice oraz trafił z dwutaktu po wejściu pod kosz, co zdarza mu się bardzo rzadko.

W drugiej kwarcie gra gospodarzy wyglądała całkiem udanie do momentu powrotu na parkiet podstawowych graczy. Z Dylewiczem, Loobym i Turnerem sopocianie stracili kolejne 11 punktów. Kolejne akcje i skuteczność z dystansu Ukraińców (w sumie osiem trójek w pierwszej połowie) pozwoliły im utrzymać przewagę i na 15 minutową przerwę schodzić prowadząc właśnie 11 punktami.

Były dwie części meczu, traciliśmy dużo punktów po akcjach pick and roll oraz podobnie jak w meczu z Anwilem po rzutach z dystansu z rogu boiska – ocenił Mariusz Niedbalski.

Na początku drugiej połowy trener sopocian nie zdecydował się na wystawienie zawodników z którymi gra jego zespołu wyglądała najlepiej. Efektem było powiększenie strat do rywali – maksymalnie do 19 punktów (34:53). Cierpliwość wobec podstawowego rozgrywającego przyniosła jednak skutek. Od stanu 34:53 z Turnerem na parkiecie sopocianie odrobili większość strat i doprowadzili do wyniku 51:56. Ciekawym rozwiązaniem okazała się także rezygnacja z środkowych i gra pod koszem z Dylewiczem oraz Stefańskim (nie tylko walecznym ale i wyjątkowo skutecznym w dzisiejszym meczu na linii rzutów wolnych – cztery trafienia na cztery próby).

Pokazaliśmy obie twarze naszej gry, tą dobrą i tę zło, niestety tej drugiej było więcej w drugiej połowie i przez to przegraliśmy – stwierdził szkoleniowiec gości.

Pozostałe straty udało się odrobić już z Harringtonem na boisku. Do remisu doprowadził Zamojski trafiając dwukrotnie z dystansu w ciągu kilku sekund (po pierwszym rzucie Fisher faulował już po akcji Stefańskiego). Na nieco ponad dwie minuty przed końcem meczu przewaga sopocian urosła do siedmiu punktów. Ukraińcy nie potrafili jednak już odrobić tych strat, bez swojego największego atutu z pierwszej połowy – trafień z dystansu. Sopocianie z kolei skutecznie wykorzystywali rzuty wolne po faulach, a w samej końcówce po efektownych akcjach Dąbrowskiego i Zamojskiego powiększyli przewagę do 10 punktów odrabiając nawet wszystkie straty z ubiegłego tygodnia i meczu w Doniecku.

Potrzebowaliśmy tej wygranej, w szczególności po ciężkiej serii pięciu wyjazdów z rzędu. Wygraliśmy ponieważ byliśmy bardziej agresywni od rywali, chcieliśmy pokazać się z jak najlepszej strony i udało się – zakończył Marcin Stefański.

Kategorie:Uncategorized Tagi: ,

Galatasaray, Śląsk, Dexia

Listopad 8, 2012 Dodaj komentarz

Zaledwie krótki fragment drugiej kwarty meczu mógł dać nadzieję na to, że tegoroczny debiut sopocian w europejskich pucharach nie zakończy się pogromem. Wtedy prowadzeni przez Haringtona zawodnicy Trefla zagrali bardzo dobrze w obronie i walecznie w ataku – gdzie wyróżniał się Michalak.

W tym czasie udało się nawet zmniejszyć kilkunastopunktową stratę do zaledwie pięciu oczek. Niestety po zmianach trenera Atamana, powrocie na parkiet podstawowych graczy i reprymendzie dla zdekoncentrowanych rezerwowych przewaga Galatasarayu już tylko rosła i ostatecznie spotkanie zakończyło się zwycięstwem (pierwszym z wielu w tegorocznej edycji EuroCup) ekipy z Turcji 94:65.

 

Czy z czegoś można się cieszyć po pierwszej przegranej w Ergo Arenie?

Poza banałami typu: „zdobyli jakieś doświadczenie”, „wyciągną z tej porażki wnioski” można się cieszyć, że:

– trener Zan Tabak drugi raz z rzędu daje nieco więcej szans i zaufania Michałowi Michalakowi, mając świadomość co do jego sporych braków w obronie,

– Filip Dylewicz potrafi się ciągle zebrać i mając dobry dzień trafiać z dystansu – dziś trafił swoje pierwsze cztery rzuty zza linii 6,75 m,

– Lorinza Harington, którego dobrą grę sprzed trzech sezonów w Prokomie zdecydowanie przyćmiły ostatnie dwa sezony i niezapomniane pudła w Treflu czy ogromną nieporadność w Anwilu, przypomniał o sobie i o tym, że potrafi skutecznie wnieść nieco spokoju na parkiet – z korzyścią dla drużyny.

 

A poza tym? Zawsze lepiej wygląda gdy halę Trefla odczaruje Laković, Hawkins, N’Dong, Gordon, Arslan, Domercant (choćby zmagał się z kontuzją i drugą połowę musiał przesiedzieć w dresie na ławce rezerwowych) i reszta byłych euroligowców ze Stambułu niż może i waleczny ale jednak ‚tylko’ Śląsk Wrocław. No i przegrana z Galatasarayem mimo, że zdecydowanie wyższa nie jest raczej tak bolesna (bo oczekiwana) co porażka z Dexią Mons-Hainaut, z którą Trefl miał wygrać i odrobić trzy punkty straty, a uległ kilkunastoma punktami w meczu pucharu EuroChallenge dwa sezony temu 😉

Kategorie:Uncategorized Tagi:

Filip Dylewicz po meczu z Turowem

Listopad 4, 2012 Dodaj komentarz

– Wiedzieliśmy co robi najlepiej, czego unikać i czego się strzec – mówi o swoje rywalizacji z Aaronem Celem w wygranym 80:76 meczu z PGE Turowem, kapitan Trefla Sopot Filip Dylewicz.

 

Piotr Ciszek: Dziś rywalizował Pan z najlepszym zawodnikiem pierwszego miesiąca TBL, czy specjalnie przygotowywał się Pan do rywalizacji z Aaronem Celem, czy zespół Trefla specjalnie przygotowywał się w obronie przeciwko temu zawodnikowi?

Filip Dylewicz: Nie, dla mnie rywalem była cała drużyna Turowa, bez względu na to jak prezentuje się Aaron Cel, choć trzeba przyznać, że dotychczas gra bardzo dobrze. Wiedzieliśmy, że to jest jeden z wielu zawodników, którzy są niebezpieczni. Niemniej wiedzieliśmy co robi najlepiej, czego unikać i czego się strzec. W pewnym stopniu udało się to zrealizować, mimo niezbyt udanego meczu.

Czy patrząc na grę Cela można było się spodziewać, że ten zawodnik poczyni taki postęp? Czy może widać tutaj „rękę” trenera Rajkovića?

– Ciężko powiedzieć i ciężko wnioskować by trener Rajković w ciągu trzech miesięcy tak diametralnie zmienił postawę jednego gracza. Myślę, że Aaron po prostu lepiej czuje się grając dla obecnego trenera niż pod skrzydłami trenera Winnickiego. Widać, że ma większą pewność siebie, gra często 1 na 1, do tego jest bardzo agresywny w walce o zbiórki i rzeczywiście spełnia się w drużynie Turowa.

Grając w dzisiejszym meczu czuł się Pan bardziej, że gra przeciwko drużynie Turowa czy być może przeciwko zespołowi Śląska Wrocław z ubiegłego sezonu?

– Zeszły rok był zeszłym rokiem, jednak na pewno myśl trenera została wdrożona. Nie myślę by trener zmienił diametralnie swoje pomysły zmieniając barwy klubowe. Wiedzieliśmy, że to jest „przebiegły trener”, że będzie kombinował z obroną, będzie podwajał mnie pod koszem, gdzie ma przewagę. Dzisiaj było to widać, fajnie zespół ze Zgorzelca grał dzieląc się piłką, przez co był trudny do obrony.

Pierwsza połowa nie była najbardziej udana w Pana wykonaniu, pierwsze punkty zdobył Pan dopiero w 17 minucie gry.

– W każdym meczu w pierwszej połowie czy nawet w całym spotkaniu chciałbym rzucać 30 punktów, jednak nie zawsze tak się udaje. Dla mnie najważniejsze jest, co wiele razy powtarzałem, zwycięstwo i dobro drużyny. Dziś uruchomił się Frank Turner i Kurt Looby i fajnie to wszystko funkcjonowało. Nawet gdybym miał w tym meczu 0 punktów to nie robiłbym z tego wielkiego problemu.

Na przełomie trzeciej i czwartej kwarty kiedy rywale wyrównali wynik meczu kapitan Trefla jednak przypomniał o sobie.

– Miałem wtedy więcej zagrywek na siebie, dlatego też mogłem to wykorzystać. Na początku spotkania oddałem tylko dwa rzuty, w tym jeden wymuszony za trzy punkty. Wtedy inni gracze byli uruchomieni bo przynosiło to korzyści zespołowi. W drugiej połowie trener zauważył, że mam przewagę pod koszem i wykorzystywaliśmy tą sytuację.

Czy mógłby odnieść się Pan do słów trenera z konferencji prasowej który powiedział, że poza pierwszą kwartą i ostatnimi akcjami meczu zespół zagrał bardzo słabo zarówno w obronie dając ogrywać się bardzo często w akcjach 1 na 1, jak i w ataku gdzie rozgrywaliście akcje, których z wami na pewno nie ćwiczył na treningach?

– Trudno się nie zgodzić ze słowami trenera, ma na pewno dużo zastrzeżeń do tego spotkania. Rzeczywiście mieliśmy bardzo dużo problemów w obronie, rotacje nie zawsze wychodziły tak jak to trenujemy. To powodowało, że drużyna Turowa często wygrywała 1 na 1, jednak każdy rzut który oddawali był z zawodnikiem w defensywie i to przynosiło w miarę pożądany skutek. W ofensywie każdy chciał coś rzucić, czasami takie mecze przychodzą, teraz życzyłbym sobie by po takim słabszym meczu zagrać rewelacyjnie w środę.

W środę gracie pierwszy mecz w Euro Cup z Galatasarayem Stambuł, za wami zdane testy ze Stelmetem i Turowem. Czy już myśleliście już o tym rywalu?

– Przygotowujemy się z meczu na mecz. Na oglądanie kaset Galatasarayu przyjdzie czas w dniu jutrzejszym, kiedy wieczorem spotkamy się na treningu. Wtedy będzie czas by przeanalizować system gry drużyny ze Stambułu. Myślę, że to zupełnie inny poziom i będzie nam bardzo ciężko, jednak nie składamy broni, gramy u siebie. W Polsce pokazaliśmy, że w tym sezonie jesteśmy liczącym się zespołem. Teraz chciałbym bardzo by na arenie międzynarodowej zafunkcjonować całkiem przyzwoicie. Znamy swoją wartość i zrobimy wszystko by powalczyć.

Kategorie:Uncategorized Tagi: ,

Karlis Muiznikes @ Trefl Sopot

Październik 23, 2011 Dodaj komentarz

Ostatnie dwa mecze Trefla Sopot i porażki w ostatnich sekundach zachęciły mnie do małego podsumowania osiągnięć Trefla Sopot (Karlisa Muiznieksa), patrząc w szczególności jak zespół wypadał w czwartych kwartach spotkań.

Karlis Muiznieks @ Trefl przegrywał lub remisował 37 razy po 30 minutach gry, 10 razy udało mu się odwrócić losy meczu i zwyciężyć (7 razy w pierwszym sezonie)
Karlis Muiznieks @ Trefl wygrywał 38 razy po 30 minutach gry, 5 razy przegrał mecz (2 razy w tym sezonie)

Trefl Sopot przegrał w poprzednich dwóch sezonach tylko 3 mecze wygrywając po 30 minutach meczu (w sezonie 2009/10 2 razy Anwil + Polpharma w PO, a w sezonie 2010/11 tylko jeden raz z Asseco Prokomem, po dogrywce podczas derbów w Ergo Arenie).W tym sezonie udało mu się to już 2 razy.

Nieco statystyk i komentarza:

Karlis @ Trefl Sopot

75 meczów, bilans 43-32
5 dogrywek, bilans 2-2-1

RS 33-19 (63,5%)
PO 10-13 (43,5%)

1. sezon (najpierw RS po sleszu play-off)
17-9 65,4% / 4-6 40%

2. sezon
14-8 63,6% / 6-7 46,2%

3. sezon
2-2 50%

 
Bilans 4tych kwart:

1. sezon (wygrane, przegrane, zremisowane)

RS 14-11-1

Wygrywając po 30 min (11 razy) wygrał 10 meczów, 1 przegrał z Anwilem
Przegrywając lub remisując po 30 min (15 razy) wygrał aż 7 meczów (PGE Turów Zgorzelec, Polonia 2011 W-wa, Sportino Inowrocław x 2, Stal Stalowa Wola, Polonia Warszawa, Kotwica Kołobrzeg)

PO 6-3-1 (dogrywki 0-2-1)

Wygrywając po 30 min (5 razy) wygrał 4 mecze, 1 przegrał po 2 dogrywkach z Polpharma)
Przegrywając lub remisując po 30 min (5 razy) przegrał 5 meczów, ale w jednym (Prokom) udało się doprowadzić do dogrywki.

2. sezon

RS 13-7-2 (dogrywki 1-1-0)

Wygrywąjac po 30 min (14 razy) Trefl wygrał 13 mecz przgrał 1 z J.Zamojskim Asseco Prokomem po dogrywce, podczas derbów w Ergo Arenie.
Przegrywajac po 30 min (8 razy) Trefl przegrał 7 meczów, wygrał 1 z Turowem po dogrywce

PO 7-4-2 (dogrywki 2-0-0)

Wygrywając po 30 min (5 razy) wygrał 5 meczów (z czego w jednym przegrał 4kw ale wygrał po dogrywce – Anwil)
Przegrywając po 30 min (8 razy) przegrał 7 meczów (jeden wygrał wygrywając 4 kw i doprowadzając do dogrywki – Anwil)

3. sezon

RS 2-2-0

Wygrywając po 30 min (3 razy) wygrał tylko 1 mecz (przegrał dwa – Anwil i Czarni)
Remisując po 30 min (1 raz) 1 raz wygrał (ŁKS)

Błoto czy pomidory?

Wrzesień 1, 2011 79 komentarzy

Kilka dni temu Bartosz Węglarczyk na stronach wyborczej.pl napisał o zdjęciach amerykańskiego fotografa Petera Bohlera, które zostały opublikowane w weekendowym magazynie „New York Times”. Tematem przewodnim galerii była zabawa festiwalowiczów (z Przystanku Woodstock) w błocie.

 

Zdj. nytimes.com

 

Z kolei wczoraj na stronach boston.com została opublikowana kolejna ciekawa galeria zdjęć. Tym razem z Hiszpanii, gdzie jak co roku w ostatnią środę sierpnia w miejscowości Buñol odbywa się bitwa na pomidory.  Kulminacyjny punkt Festiwalu Pomidora to oczywiście nie tylko walka ale przed wszystkim zabawa co widać na zdjęciach.

 

Zdj. boston.com

 

Patrząc na powyższe galerie zastanawiam się, jaką kąpiel byłoby lepiej wziąć – tą w błocie czy w pomidorach i chyba skłaniam sie ku pierwszej, bardziej swojskiej;) opcji.

Polska – Hiszpania (ME) – co na to Gortat?

Sierpień 31, 2011 2 komentarze

Polska rozegrała dziś pierwsze spotkanie na Eurobaskecie z Hiszpania. Prowadzeni przez Alesa Pipana Polacy przegrali 78:83. Po pierwszej, mniej udanej połowie, w której nasza reprezentacja przegrywała nawet 17-punktami wydawało się, że czeka nas pogrom, albo przynajmniej tak dotkliwa porażka jak podczas ostatniego Eurobasketu w Polsce.


zdj. eurobasket2011.com

Jednak kadra, której kapitanem jest Piotr Szczotka, na rozegraniu musimy oglądać Roberta Skibniewskiego, pod koszami „rządzi i dzieli” dwójka rezerwowych środkowych z Prokomu, a do tego brakuje w niej kilku czołowych polskich zawodników (min. Marcin Gortat, Maciej Lampe czy Michał Ignerski) nie poddała się, pokazała charakter. Mimo wielu niepotrzebnych strat, problemów w walce pod tablicami czy ogromnej ilości fauli (w tym miejscu gratulacje dla trenera Pipana z zabranie na mistrzostwa tylko czterech podkoszowych…), a może i także rozprężeniu Hiszpanów akcję przed końcem meczu Polska zbliżyła się do rywali na zaledwie 2 punkty (78-80).

Reasumując pogromu nie było, 20-punktowego lania również. Ciekawe jak na ten wynik zareaguje Marcin Gortat, który przed Eurobasketem poza motywowanie braku swojego wyjazdu na Litwe brakiem odpowiedniego (innego niż reszta graczy z NBA grających na tym turnieju) ubezpiecznie potrafił powiedzieć, że:

„Nie są to igrzyska, nie są to mistrzostwa świata, nie jest to nawet impreza na którą jedziemy zdobyć medal. Jest to zwykły Eurobasket, na którym będę mieć jeszcze okazję zagrać pięć albo sześć razy. Dlatego nie jest teraz moim priorytetem.”

oraz

„Niech pojadą, zobaczą, jak to jest grać na najwyższym poziomie. Myślę, że przegrane mecze 20 punktami pokażą im miejsce w szeregu.”

Opinie Marcina Gortata poznamy zapewne niedługo, może na jego twitterze, a może w jakimś wywiadzie. Ciekawe tylko czy będzie czekał do wyższej niż 5-punktowa przegrana z tym komentarzem…

PLK – Prywatna Liga Krauzego?

Sierpień 31, 2011 6 komentarzy

UPDATE 11:26

Zarząd Polskiej Ligi Koszykówki S.A. informuje, że ze względów proceduralnych jest zmuszony odwołać planowane na dzisiaj spotkanie z mediami w sprawie systemu rozgrywek Tauron Basket Ligi w sezonie 2011/2012.

Za niedogodność przepraszamy.

—————-

dziś więc nie poznamy jeszcze odpowiedzi na tytułowe pytanie… czyżby kolejna interwencja (podobnie jak rok temu?), może sponsor ponownie zagroził, w końcu na poniedziałkowej konferencji prasowej można było usłyszeć od przedstawiciela Taurona – kwestie organizacyjne leżą w gestii PLK i Tauron nie będzie się w nie mieszał. – Zależy nam na atrakcyjnych rozgrywkach i obecności w mediach, a jeśli zapadnie decyzja o wyłączeniu Asseco Prokomu z pierwszej części sezonu, to poprosimy o wyjaśnienie.

——————
Bałagan

Od dłuższego czasu pojawia się coraz więcej informacji/plotek o tym, że Asseco Prokom zostanie zwolnione z pierwszej rundy rozgrywek sezonu regularnego Tauron Basket Ligi.
Działacze klubu z Gdyni jakiś czas temu złożyli taki wniosek, motywując to występami w europejskich pucharach (Euroliga) i prywatnej lidze regionalnej (VTB) – czyli zbyt dużą ilością meczów, promocją polskiej koszykówki poza granicami kraju oraz możliwością starcia z europejskimi potęgami.


zdj. Dziennik Bałtycki

Już w ubiegłym roku klub starał się o podobne rozwiązanie, jednak ostatecznie udało się tego uniknąć, dzięki naciskowi mediów, kibiców a także interwencji ministra sportu oraz sponsora ligi firmy Tauron. Dzięki temu liga koszykarska mogła rozegrać normalny pełny sezon na każdym zespołem występującym w niej na równych zasadach. Dodatkowo występy Mistrzów Polski przyczyniły się do popularyzacji koszykówki w niektórych miastach (wypełnione hale – jak choćby w Zielonej Górze) czy pobicia rekordu frekwencji podczas meczów ligowych w dyscyplinach halowych w Polsce.

W ostatni poniedziałek odbyła się konferencja prasowa organizowana przez PLK, na której prezes Jakubowski mówił głównie o sponsorze (firmie Tauron), nowym logo, terminach rozpoczęcia sezonu, transmisjach TV oraz plkTV unikając jednak tematu Asseco. W odpowiedziach na pytania dziennikarzy dotyczące zwolnienia klubu z pierwszej fazy rozgrywek nie wykluczał takiego rozwiązania.

Na dzisiaj (31.08) Planowana jest kolejna konferencja organizowana przez PLK, na której ma zostać przedstawiony nowy terminarz rozgrywek…

W ostatnich tygodniach prezes Polskiej Ligi Koszykówki Jacek Jakubowski informował, że liga przedstawi dwa warianty terminarza rozgrywek, ale ostatnie słowo będzie należało do PZKosz (prezesa Grzegorza Bachańskiego, który jest także jest… wiceprezesem PLK). Po poniedziałkowej konferencji Grzegorz Bachański dla PAP-u mówił, że zarząd PZKosz. zaakceptuje przedłożony przez ligę terminarz. – Mam pełne zaufanie do władz ligi. Taki system rozgrywek, jaki otrzymamy od PLK zostanie przez nas zaakceptowany. Jak ma się ta wypowiedź do wcześniejszych komentarzy Jacka Jakubowskiego o dwóch wariantach i czyżby zaczęło się już zrzucanie odpowiedzialności za tą decyzję z jednych na drugich?

null
zdj. tygodnik.net.pl

Odpowiedź poznamy dziś po godzinie 13 czyli około godzinę przed pierwszym meczem Polaków na ME na Litwie. Termin konferencji dobrany idealnie (by odwrócić uwagę mediów od tej niepopularnej decyzji?). Dodatkowo jak stwierdziła osoba odpowiadająca za kontakt z mediami w PLK: „Nikt nie musi na to spotkanie przychodzić”

Skąd taki tytuł wpisu? Po pierwsze został zaczerpnięty z wpisu użytkownika Maga na forum basketa. Po drugie trzecie i czwarte Ryszard Krauze jest właścicielem klubu z Gdyni starającego się o zwolnienie z części rozgrywek, a co ważniejsze jego firma jest jednym z głównych sponsorów borykającego się z ogromnymi kłopotami finansowymi PZKosz, którego prezes (a zarazem wiceprezes PLK) Grzegorz Bachański będzie podejmował ostateczną decyzję o kształcie rozgrywek ligowych w sezonie 2011/12.